Nazywam się Katarzyna Wiśniewska.

Jestem mamą Adama, absolwenta Szkoły nr 25 , rocznik 2007, jednego z uczniów klasy integracyjnej, który w roku szkolnym 1998/99 rozpoczął edukację w tej szkole. Adam poprosił mnie, abym opowiedziała Państwu czym dla niego jest to miejsce i ile znaczy w jego i naszym jako rodziny życiu….

Dzwoni budzik… 6.00…. ciemno za oknem..

A no tak sam go przecież nastawiłem – wczoraj. Mój kolejny poranek podobny do wielu w ciągu ostatnich już prawie trzech lat… Toaleta, golenie obowiązkowo, woda toaletowa też musi być, ważna rzecz – śniadanie.., potem koszulka i bluza ulubiona. Zabieram przygotowany wczoraj plecak i z uśmiechem rzucam do mamy i taty … „do wieczorka”…

Znaną trasą idę na przystanek . W trakcie słucham ulubionej muzyki w słuchawkach, albo radia… „11” przyjeżdża punktualnie, – to ważne, bo nie lubię się spóźniać…, wolę dłużej poczekać na przystanku niż przegapić mój autobus..

W autobusie widzę znajome twarze moich kolegów. Razem jedziemy do końca trasy… do Rubna. Tu czeka na nas nasz zakładowy bus. Jest punktualnie… Ostatni odcinek mojej drogi do mojej pracy jadę z kolegami busem, to jakieś 5 minut jazdy.

Witam się z innymi osobami już obecnymi w Zakładzie Aktywności Zawodowej i zmierzam do mojej szafki. Trzeba się przebrać, to zasady BHP (tak mówili na szkoleniu), podpisać listę obecności – nazwiskiem … Jestem już gotowy, z Moniką (to moja instruktorka.. bardzo ją lubię) ustalamy co będę dziś robił – Maglowanie, prasowanie, składanie, segregowanie … w pralni jest dużo pracy … ale Monika mówi ze jestem pracowity i sobie poradzę. Najbardziej lubię składać pościel i maglować..

Dzień mija szybko, pracowicie ale w przyjaznej atmosferze. Lubimy rozmawiać ze sobą, żartować, mamy też przerwę śniadaniową. Po zakończeniu pracy bus odwozi nas na pętlę autobusową i każdy z nas rozchodzi się w swoją stronę…

Ja w poniedziałek i środę przesiadam się z „11” do tramwaju i jadę na halę sportową … tam mam trening judo… tak już od 10 lat… to mój ulubiony sport… ulubiona trener i koledzy.. We wtorek jadę po pracy na trening siatkówki, w czwartek mam łyżwy albo trening tenisa, a w piątek basen…. Sam docieram na te zajęcia i nie spóźniam się… To mama często się gubi kiedy jaki mam trening i śmieje się jak ja to ogarniam…. Ale ja daję radę. Dużo się dzieje w moim życiu, mama mówi że cieszy się że jestem taki samodzielny, że prowadzę swoje życie… i widzę jak ukradkiem się uśmiecha kiedy mówię jej że „kocham sport”, „kocham moją pracę” i „to są moje ważne sprawy”…

Ale nie zawsze było w naszym życiu tak prosto i miło. Kiedy byłem mały mama często była smutna i chyba zagubiona ale nie wiedziałem że to ja jestem powodem tego smutku…. a właściwie to … Co ze mną będzie..

Pamiętam że mama ciągle gdzieś ze mną i Anią – (to moja o rok starsza siostra) biegała. A to jakiś logopeda, rehabilitant, pedagog, psycholog…. Spotykaliśmy się też z innymi mamami i dziećmi które tak jak ja biegały po (jak to nasze mamy mówiły) specjalistach.

Potem miałem to szczęście że byłem prawdziwym przedszkolakiem w prawdziwym przedszkolu (nr 19), gdzie moja pani Ala (bardzo ją lubiłem) nauczyła mnie wielu wspaniałych rzeczy. Ja się uczyłem ale i Pani Ala, Aldona, Marlenka, Kasia, Beata i wszystkie pozostałe wspaniale nauczycielki też mówiły że się uczą… INTEGRACJII … nikt wcześniej tego nie robił… uczyliśmy się wzajemnie od siebie…

Czas przedszkola szybko minął i pamiętam tylko jak moja mama z innymi rodzicami, a w szczególności z mamą mojej koleżanki Bereniki i rodzicami kolegi Karola zastanawiali się co dalej będzie z nami bo niedługo mieliśmy zostać uczniami…

Szkoła to poważna sprawa …. Wiem, że kiedy miałem rozpocząć naukę mama poszła zapisać mnie do szkoły na osiedlu gdzie mieszkaliśmy i gdzie chodziła już do 2 klasy moja starsza siostra. Mama wróciła jednak smutna i zła… podobno mnie tam nie chcieli… a bo nie ma nauczycieli (specjalnych), klasy (specjalnej).. ogólnie warunków… specjalnych.

Ostatecznie Pierwszakiem zostałem w innej szkole podstawowej która z naznaczenia Wydziału Edukacji w naszym mieście zaczynała tak jak ja swoją naukę, lecz w dziedzinie integracji… Ten pierwszy rok jakoś nam minął, ale nie do końca wyszedł… Wtedy zobaczyłem że nie zawsze w życiu jest kolorowo i miło… Chyba tam nie pasowaliśmy (Karol i ja) a może dla drugiej strony ta integracja była za trudna?? … Dowiedziałem się że nie otrzymałem promocji do drugiej klasy i jak mama wspomina nie bardzo wiedziano wtedy co zrobić z nami dalej… Pomogliśmy szkole rozwiązać ten problem….

Pamiętam jak w tym czasie moja mama często spotykała się i rozmawiała z mamą Bereniki i rodzicami Karola i panią Ewą (Cichońską). Chyba mocno zastanawiali się wtedy co z nami dalej.. Szukając przyjaznego dla nas miejsca, rozmawiając z różnymi znajomymi osobami z grona nauczycieli wprosili się na spotkanie do Pana Włodzimierza Mielnickiego Dyrektora Szkoły na Wyżynnej.. Nie pamiętam dokładnie co po spotkaniu z dyrektorem mama opowiadała tacie ale była ożywiona i mówiła że to szaleństwo… Zaraz potem pojechała z mamą Bereniki, panią Ewą i oczywiście panem Dyrektorem (jego samochodem!!!) do Białegostoku. Ooo to daleka podróż ale widocznie tak trzeba było… odwiedzili tam szkołę, która prowadziła klasy integracyjne… Po powrocie z wyjazdu okazało się że Pan Dyrektor wiele dowiedział się o integracji i mówił czemu by nie spróbować u nas… z tą integracją… A potem to się już potoczyło…

Dokładnie pamiętam dzień kiedy mama z tatą szli jak to mówili na ważne spotkanie do szkoły… jak się potem okazało mojej szkoły nr 25. Po powrocie długo rozmawiali… mama nawet się popłakała… to było spotkanie na którym miała zapaść decyzja czy nauczyciele pracujący w tej szkole wyrażą zgodę aby Karol, Berenika i ja, żebyśmy mogli zostać jej uczniami.

Na spotkaniu było burzliwie, głosy były podzielone, pan Dyrektor pytał wszystkich nauczycieli o ich zdanie na temat jakże co dla niektórych obco brzmiącej Integracji. Ostatecznie dzielne grono pedagogiczne choć z wielkimi obawami, podjęło decyzję i zostaliśmy dopuszczeni do grona pierwszoklasistów w roku szkolnym 1998/99.

Potem sobie myślałem, że kiedy do szkoły szła moja starsza siostra Ania i potem Alicja (to moja młodsza siostra, która również uczyła się w mojej szkole) .. takie spotkania były niepotrzebne…. One szły do szkoły i już…. W ich przypadku to było takie oczywiste…. Jeśli chodziło o mnie i moich kolegów zawsze mieliśmy coś inaczej…, specjalnie…. Ale widocznie tak trzeba było. Taki to był czas. Mam nadzieję że dziś moi młodsi koledzy którzy tak jak ja kiedyś, biegają teraz z mamami po specjalistach trafiają również do tej szkoły ale dziś jest to już takie oczywiste … że do klasy integracyjnej… I niech tak zostanie…

A co do przebiegu mojej edukacji w mojej szkole, to Mama mówi że nie było ze mną łatwo…… Klasa I b… pamiętam jak dziś dwie nauczycielki – pani Lidka Marks ( bardzo ją lubiłem) i pani Ewa Cichońska to były przez najbliższe kilka lat najważniejsze osoby w moim życiu… oj miały się ze mną…

Miałem zwariowane pomysły np. siedziałem pod ławką na lekcji… nie wiem dlaczego… po prostu może z tej perspektywy świat bardziej mi się podobał, a może czegoś się bałem… Ale pani Ewa (bardzo ją lubiłem, chyba nawet bardziej niż bardzo bo zaniosłem nawet Ewie pierścionek mojej mamy, ale Ewa oddała go mamie nie wiem dlaczego… ) też chyba była zwariowana bo siedziała ze mną pod tą ławką a ja czułem wtedy jej wsparcie. Na szczęście szybko się nam to znudziło… było niewygodnie.. wreszcie zrozumiałem że mam siedzieć przy ławce a nie pod nią… a może przestałem się bać? Mama wspomina że okres mojej szkoły był bardzo burzliwy… przyznała się że jadąc po mnie do szkoły nie raz zastanawiała się co tym razem nabroiłem. A to zniknąłem z lekcji i sprawdzałem jak radzi sobie z paleniem w piecu pan konserwator, a to drabinki na placu zabaw przy szkole też bardzo mnie interesowały – często bardziej niż lekcje… ( ale jestem przecież teraz sportowcem – judo, łyżwy, tenis, pływanie, rower, siatkówka… – czyli i drabinki się przydały..). Innym razem chciałem też wiedzieć gdzie mieszkają moi koledzy z klasy i zdarzało się że mama szukała mnie po osiedlu… działo się….

Bardzo dobrze wspominam ten czas. Miałem kolegów, koleżanki, kochane nauczycielki (Lidka, Ewa, Ania, Grażyna…), swojego dyrektora, który zawsze mówił do mnie po imieniu, uśmiechał się i pytał co u mnie. Może nie brałem udziału w olimpiadach przedmiotowych ale odnosiłem sukcesy na innym polu, co zawsze dostrzegali moi koledzy i nauczyciele, wspierając mnie w moich pasjach i zainteresowaniach a ładnie rysowałem i zawsze lubiłem sport.

Mama często patrzy na mnie z dumą i mówi że tyle osiągnąłem i ciągle jeszcze ją zadziwiam…. I że miałem wielkie szczęście bo na mojej drodze spotykałem życzliwe mi osoby które zauważały moje zalety, potencjał i predyspozycje, wierzyły we mnie że mi się uda… dostrzegały czego najbardziej będę potrzebował w dorosłym życiu, co będzie mi najbardziej przydatne…(uczyli punktualności, samodzielności, wytrwałości w wykonywaniu zadania do końca, przestrzegania zasad (pewnie dlatego teraz Monika mówi że jestem takim dobrym pracownikiem…) i zaakceptowały moje niedoskonałości. Dzięki moim nauczycielom i kolegom szkolnym wiem też co to koleżeństwo, przyjaźń, szacunek .

Spotykam czasem moich kolegów ze szkoły… Witamy się z uśmiechem, życzliwie, nie uciekają na drugą stronę ulicy… pewnie też mnie lubili… bo ja ich bardzo a w szczególności te wszystkie piękne dziewczyny. Tego jak byłem ważny również dla moich kolegów doświadczyłem na zakończenie szkoły gimnazjalnej i kiedy w czerwcu obchodziłem swoje 18 urodziny dostałem w prezencie od nich wymarzoną gitarę. Takich rzeczy się nie zapomina… Nie sposób nie wspomnieć również o rodzicach moich kolegów z klasy, którzy z pewnymi obawami zaczynali integrację z nami… ale i oni zdali ten egzamin celująco… takiej klasy jak nasza życzę każdemu uczniowi, nauczycielowi i rodzicowi…

Dziś wiem jak bardzo tamte wydarzenia sprzed lat związane z integracją zmieniły moje życie ale i moją szkołę… Wiele się dowiedziałem o roli integracji w życiu szkoły 25 na obchodach jej 50- lecia w 2016 roku… Byłem wtedy taki dumny że jestem częścią historii tej wspaniałej szkoły która dała mi podstawę do tego aby podejmować ciągle nowe wyzwania i wierzyć że to się uda. Dziękuję wszystkim z całego serca bo dzięki wysiłkom wszystkich pracowników tej szkoły jestem teraz w takim miejscu gdzie mam poczucie ze jestem szczęśliwy, a moja rodzina jest ze mnie dumna.

Wielce Szanowni Państwo, z okazji dzisiejszego jubileuszu pozdrawiam i wznoszę toast za wszystkich dobrych ludzi tu obecnych za panie Ewę Cichońską i Lidię Marks, bez których nie doszłoby do dzisiejszego spotkania, bo nie byłoby w naszej szkole klas integracyjnych. Za rodziców Bereniki, Adama i Karola, za panią Beatę Strehlau, Katarzynę i Przemysława Wiśniewskich, za państwa Teresę i Andrzeja Woźniczków. To dzięki nim, ich harmonijnej współpracy i zaangażowaniu w życie dzieci i rytm szkoły, inni rodzice i nauczyciele coraz bardziej i bardziej przekonywali się do klas integracyjnych. Zauważali głęboki sens i wzajemne wzbogacanie dzieci z tzw specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i z tak zwanymi dziećmi zdrowymi. Wznoszę toast za wszystkich nauczycieli, członków rady pedagogicznej, którzy 20 lat temu podjęli odważną decyzje o rozpoczęciu kształcenia integracyjnego w naszej szkole wznoszę toast za wszystkich nauczycieli, którzy na przestrzeni tych 20 lat wkładali nieprawdopodobne ilości siły myśli i uczuć, aby każda lekcja odbyła się z pożytkiem, aby wyniesiono z niej wiedzę, umiejętności i pozytywne emocje. Największy kielich wznoszę za rodziców którzy na co dzień w każdej chwili przeżywali i przeżywają wszystkie radości ale i głębokie zmartwienia, lęki i nadzieje. Za ich trud miłość i pokorę, która przemienia serca. Wznoszę toast, szampanem bezalkoholowym za wszystkie dzieci, które spotykały i spotykają się w murach tej szkoły, na ulicach, wycieczkach i świadczą ze można RAZEM, bez uprzedzeń i ksenofobii, przyjaźnie i z radością przeżywać wspólnie czas.

Integracja uszlachetniła Szkolę Podstawowa nr 25. Przydała jej wizerunek. Dala szansę abyśmy każdego dnia mogli uczynić coś dobrego, abyśmy stawali się lepsi. Nie było urzędnika, drzwi dyrektorów i prezesów firm, które nie otwierałyby się szeroko na hasło: jesteśmy szkołą integracyjną. Dobroczyńcy otaczali nas ze wszystkich stron. Wznoszę toast za panie Barbarę Długokęcką, Joannę Gawlicką, Halinę Uźluk, Barbarę Dyrlę i innych wspaniałych ludzi, którzy nigdy nie powiedzieli nie, a zawsze mówili „tak”. Za tak zwana obsługę tj. panią woźną i panie sprzątaczki, które nie tylko pilnowały czystości ale znały każde dziecko i były z nimi mocno zintegrowane. I za kolejne dyrekcje realizujące twórcze pomysły własne i innych, za ich służebne funkcje.

Swego czasu śpiewano piosenkę „dwudziestolatki, dwudziestolatki to ja i ty to ja i ty zapytaj ojca zapytaj matki jakie się wtedy ma sny” odpowiem zawsze pozytywne, bo jesteśmy młodzi piękni i bogaci w dobre działania. Młodość dopiero się zaczyna zostańmy nimi, dwudziestolatkami jak najdłużej bo czekają następne pokolenia aby objąć ich nauczaniem integracyjnym. Życzę, aby każdy dzień przynosił Państwu wiele satysfakcji, aby był napełniony wiarą, nadzieją i miłością.
Z wyrazami najwyższego szacunku
Włodzimierz Mielnicki

Close Menu